Przygoda na osiedlowej uliczce
listopad 29, 2007
A niech to!… tego się nie czułem przez skórę. Czy jadąc sobie wolno na ładnej, szerokiej ulicy osiedlowej u dziewczyny, ktokolwiek z was byłby przygotowany na betonowy krąglak na środku drogi? Ja nie byłem. Na chwilę zdjąłem wzrok z drogi żeby zerknąć na swoją piękną kobietę, aż tu nagle wielki łomot, podskoczyliśmy i tak zapoznaliśmy się z wielkim klocem leżącym na ulicy.
Opony zimowe wytrzymały to uderzenie, swoją drogą nie wyobrażam w jaki sposób, bo to były nie pierwszej młodości sparciałe kapcie i tak toczyłem się do najbliższego warsztatu jaki kojarzyłem, czyli koło Reduty. Namęczyłem się jeszcze wcześniej z wyciągnięciem zapasu który był, prawie całkowicie przysłonięty przez butle na gaz i wyciągnięcie ekstra opony z jej schowka graniczy z cudem. Ale udało się. wymieniłem chociaż jedną i zjechałem po tych strasznych garbach na drodze do warsztatu na dół.
Dowiedziałem się, że najtańsze nowe opony będą kosztowały tyle, co cały mój samochód, ale nie miałem żadnego innej możliwości. Do tego dowiedziałem się, że felgi samochodowe się odkształciły i wahacze są do zamiany.
Ale dla jednego widoku mojej dziewczyny zapłaciłbym każdą cenę. No cóż, następnym razem będę bardziej uważał. To jakby nie było doskonała nauczka na przyszłość, żeby np. na autostradach nie tracić uwagi na jeździe.