Mały przedsiębiorca kontra logistyka
październik 29, 2007
Swego czasu miałem niewielką firmę. Sama działalność tejże firmy jest nieistotna, w każdym razie nie jest to tematem tego tekstu, a więc nie zajmujmy się tym. Wiele firm prowadzących działalność polegającą na sprzedaży czy produkowaniu towarów w pewnym momencie musi zmierzyć się z poważnym problemem jakim jest logistyka.
Bardzo często wymagania, jakie stawia przed biznesmenami problem zarządzania surowcami, półproduktami, transportem i magazynowaniem przerastają ich umiejętności, a czasem również ich możliwości. Cóż jednak zrobić, jakoś trzeba sobie radzić. W dużych koncernach sprawą zajmują się całe zespoły ekspertów, ludzi, którzy spędzili dużo czasu na studiowaniu tego zagadnienia, są do tego przygotowani i w związku z tym pewnie sowicie opłacani. Cóż ma jednak czynić początkujący właściciel firmy, a takim właśnie biznesmanem byłem ja, kilka lat temu.
Rozwiązania:
Właściwie ma on tylko dwa wyjścia. Pierwsze, to przekazanie takich problemów jak transport, magazynowanie, w ogóle cała logistyka, jakiejś firmie z zewnątrz. Tu nieduży biznes może napotkać przeszkodę nie do przejścia.
Wyjątkowo bolesne jest to w przypadku firm zaczynających dopiero żeglugę po wezbranych wodach biznesu. Otóż rozwiązania proponowane przez koncerny specjalizujące się w dziedzinie logistyki są przygotowywane na miarę kolosów. Gdy pada hasło magazynowanie, wspomina się o setkach metrów sześciennych objętości magazynowej, gdy mowa jest o transporcie, zaraz ktoś wspomina o dziesiątkach ciężarówek, towarowych składach pociągów, czy transporcie statkami. Owszem, olbrzymia fabryka samochodów czy awionetek może rozważać tego typu rozwiązania, ale przecież nie maluteńka firma, której miesięczny wpływ to 5 - 7 tysięcy złotych. A właśnie, olbrzymim rozwiązaniom towarzyszą i olbrzymie koszta. To prawda, można podłączyć sie do jakiegoś większego transportu i przy okazji przewozić swoje towary czy półprodukty, ale o ile kompanię ściągającą zza oceanu trzy statki wypełnione ładunkiem co miesiąc stać na to, a nawet specjalnie nie czuje tych kosztów, o tyle małego pypcia z malutkim biznesem ledwo stać na wynajęcie jednej palety w ładowni tego okrętu, a taką opłatę czuł będzie jeszcze długo.
Jest też inne rozwiązanie tego problemu, czyli samobójcza próba samodzielnego dźwignięcia tematu. Może to być co prawda logistyka przez małe l, bo obierane rozwiązania, znajomość przepisów itp, będą tylko i wyłącznie takie, jak w tym momencie potrzeba, ale przez jakiś czas można tak działać. Któregoś pięknego jednak dnia do twych wrót zapukać może urzędnik i stwierdziwszy, że przez ostatnie 5 - 10 lat nieprawidłowo interpretowałeś jakiś tam akapit w jakiejś tam ustawie, wystawić może pokaźny rachunek. I to jest poważny kłopot, bo taka kara zazwyczaj też jest określana na miarę kolosów. Oni by tego nie poczuli, dla ciebie to koniec własnego interesu.
Krótki przykład z własnego doświadczenia
Towary, które wytwarzała moja firemka trzeba było gdzieś sprzedawać. Musiałem więc dogadywać się jakoś z wszelkiego rodzaju sklepami, a ponieważ prowadziłem działalność iście mikroskopijną, to te sklepy i sieci sklepów dyktowały warunki. I tak pewnego dnia okazało się, że moje produkty, by zostały rozprowadzone, muszą posiadać kody kreskowe. Instytucję kodu kreskowego oczywiście znam, ale nie miałem pomysłu jak tą sprawę rozwiązać. Zamiast zajmować się swoim interesem, musiałem dokształcać się w temacie dorosłej logistyki.
W końcu dowiedziałem się, że jest cały taki program i po prostu można stać się jego częścią. Naturalnie za sporą opłatą, dla niektórych to niewiele, dla mnie sporo. Ponadto jako niemowlę w kosmosie kodów paskowych co chwilę miałem nowe problemy i wątpliwości, każda konsultacja i każde szkolenie kosztowały po prostu majątek. Na dodatek przez zarządzających całym systemem zasypany zostałem tonami ankiet do uzupełnienia. Chwilami wręcz pytano o dane, których nie zawsze miałem ochotę ujawniać, ale byłem zmuszony pod groźbą odcięcia od systemu. I tak byłem wplątany w rzeczy zupełnie mi niepotrzebne. W końcu doszło do tego, że zanim w pełni wprowadziłem ten cholerny program kodów kreskowych, moja firma zbankrutowała… właśnie pod naporem tego typu głupot.