Kolczyki, bransoletki, wisiorki…
grudzień 17, 2008
Jak każda kobieta kocham się podobać.Pilnuję,żeby mój strój, uczesanie i makijaż były zawsze dopracowane. Oczywiście tym, co jeszcze poprawia mój wygląd jest biżuteria, którą rzeczywiście bardzo lubię i mogę przeznaczyć na nią moje ostatnie pieniądze.
Moją fanaberią praktycznie od zawsze są kolczyki. Kiedyś te malutkie, delikatne, przeważnie srebrne bez żadnych ozdób, ostatnio te wielkie, zrobione z różnych materiałów, przez część ludzi nazywane tandetnymi, przez innych mianowane dziełem artystycznym. Nigdy nie wyobrażałam sobie ubioru bez kolczyków, a teraz - kiedy jest ich ogromny wybór, bo są długie a do tego brzęczące, właściwie nie wyobrażam sobie kompletnego stroju.
Tak samo jest z bransoletkami każdego rodzaju. Najpiękniejszą kobieta czuję się wtedy, kiedy cieniutkie srebrne bransoletki założone na całym przegubie obok siebie, dzwonią radośnie przy najdrobniejszym ruchu dłonią. Oprócz tych zrobionych z surowców szlachetnych lubię też te śmieszne, sprzedawane naniedzielnym targu - wesołe kolory kolory i niebanalne modele, którymi można ożywić każdy strój.
Aby nikt nie powiedział, iż jestem maniakiem biżuterii, dodam,iż drażnią mnie wszystkie te wisiorki, kolie, zawieszki i wszystko to, co majta się w okolicach szyi. O ile lubię biżuterię w uszach, to tego typu elementy biżuterii zupełnie mi nie pasują.